Jak szybko schudnąć. Kulisy mojej metamorfozy. Część 1.

Starasz się pochłonąć materiał całego semestru w noc przed egzaminem?

Biegasz po centrum handlowym w poszukiwaniu prezentów dwa dni przed gwiazdką?

Na początku czerwca wpisujesz w wyszukiwarce frazę –„jak zrzucić 10 kg w 30 dni” ?

Mogłabym wymienić przynajmniej kilkadziesiąt takich przykładów. Dam sobie obciąć moje wszystkie piękne paznokcie (które misternie tworzyłam przez prawie dwie godziny 😛 ), że i Tobie zdarzyło się zostawić coś na ostatnią chwilę. Mało tego, nie dość że przysporzyło Ci to dodatkowego stresu to jeszcze okazało się, że gdy musisz maksymalnie się zmobilizować to potrafisz produktywnie zorganizować każdą minutę, gdyż nie masz już żadnej do stracenia.

W taki właśnie sposób zaczęła się jedna z moich największych życiowych przygód. „Za trzy miesiące bierzemy ślub! Będziesz moją świadkową?!” – pewnego pięknego dnia usłyszałam od mojej siostry. Zamarłam. Zamiast ucieszyć się z jej szczęścia, ja w pierwszej chwili pomyślałam – w jaką sukienkę wcisnę się z takim cielskiem? W głowie kotłowały mi się myśli, że tam na pewno będzie fotograf, będzie robił zdjęcia, które jako pamiątka zostaną w rodzinie na lata.

Nie musiałam wiele myśleć. Dietę i ćwiczenia zaczynam od poniedziałku! – postanowiłam starym zwyczajem. Pech chciał, że to była niedziela wieczór więc na nastawienie się psychiczne miałam tylko kilka godzin. Takie wyzwania podejmowałam milion razy. Zaczynałam setki diet i miałam motywacyjne zrywy, gdzie ćwiczyłam przez tydzień każdego dnia, a potem w nagrodę robiłam sobie trzy miesięczne przerwy 😛 Wszystkie zasady zdrowego żywienia doskonale znałam. Śledzę fit nowinki od lat, a posty Ewy Chodakowskiej mogłabym recytować w nocy o północy. Ciężko jednak było teorię połączyć z praktyką. Zwłaszcza jeśli na śniadanie, obiad i kolację mogłoby się pałaszować czekoladę.

Tym razem jednak miałam cel, który sobie zwizualizowałam. Ja, uśmiechnięta na ślubie siostry w sukience podkreślającej talię osy. Ale, ale… to tylko trzy miesiące!

Zawzięłam się jak nigdy dotąd. Zaprzyjaźniłam się z potem, bólem i łzami. Gdy wybrałam się na pierwszy jogging, byłam pewna, że po tych 200 przebiegniętych truchtem metrach wypluję wszystkie wnętrzności. Jednak nie odpuściłam. Wiedziałam, że nie mogę zmarnować ani jednego dnia. W głowie miałam słowa Ewy Chodakowskiej, mówiące o tym, że czas i tak przeminie, a tylko ode mnie zależy jak go wykorzystam. I wykorzystałam, ale prawie wszystkie środki na moim studenckim koncie, aby zakupić płyty z programami ćwiczeniowymi Ewy i jej książki, które ukazały się do tej pory.

Mój tygodniowy plan treningowy wyglądał właśnie tak, że przeplatałam ze sobą różne formy aktywności : programy Ewy, jazda na rowerze i rolkach oraz jogging.

Totalnie zmieniło się też moje żywienie:
Jadłam pięć posiłków w regularnych odstępach czasowych.
Piłam dwa litry wody, eliminując wszystkie słodkie i gazowane napoje.
Zamiast smażyć, piekłam.
Słodziłam miodem.
Zamieniłam jasny makaron i chleb na razową wersję.
Chęć na słodycze zaspokajałam samodzielnie zrobionymi batonami zbożowymi.
Zakochałam się w kaszach.
Warzywa stały się podstawą wielu dań.
Nie było owocu, który nie skończyłby w moim autorskim koktajlu.
Totalnie odstawiłam alkohol.

Między innymi dzięki tym zmianom udało mi się osiągnąć cel. Nie miałam wagi w domu więc pewnie dlatego nie zwariowałam od monitorowania każdego zgubionego grama. Z rozmiaru 44 zeszłam na 38 i na ślubie siostry mogłam paradować w dopasowanej sukience bez obaw, że będzie mi cos wystawać tu czy tam. To były wspaniałe tygodnie. Zmieniało się nie tylko moje ciało, ale przede wszystkim myślenie. Po dwóch tygodniach kiedy zauważyłam pierwsze efekty, motywacja wzrosła i naprawdę uwierzyłam w to, że się da.

Dodatkowym plusem całego przedsięwzięcia było to, że wszystko miało miejsce w czasie wakacji, które ja jako studentka spędzałam u rodziców w rodzinnej miejscowości. Ślub odbył się 5 września więc do końca miesiąca udało się wypracować jeszcze więcej, a już pierwszego dnia na uczelni usłyszałam tyle przemiłych komentarzy na swój temat, jakich nie słyszałam przez całe życie. Koleżanki, które nie widziały mnie przez tych kilka tygodni nie mogły wyjść z podziwu. Nawet wykładowcy pytali – „ Jak to się stało?!”. Odpowiadałam – ciężka praca i konsekwencja.

Do dnia dzisiejszego z uśmiechem na twarzy powtarzam siostrze, że całą tę swoją przemianę zawdzięczam jej i z humorem wypominam, że mogła się wcześniej zdecydować na ślub!

Sporty Chickenhouse

Dodaj komentarz